image

image
image

 

1. "Napisała Pani na stronie, że Peterbald potrzebuje towarzystwa innego kota, a przecież wielu ludzi trzyma w domu tylko jedno zwierzę, które żyje latami z właścicielem i świetnie się czuje. U mnie kot miałby naprawdę dobrze. (...)"

Człowiek będący w depresji, również może żyć długo i też skutecznie będzie maskował swoją wewnętrzną rozpacz.

Świat przyrody nakazuje łączyć się w pary - niekoniecznie dla celów prokreacji. Ludzie do życia szukają osobnika tego samego gatunku.
Nie wiążą przecież przyszłości z kotem, psem, świnią, czy chomikiem - tylko z drugim człowiekiem…
Dlatego niepojęte jest dla mnie, jak można dojść do wniosku, że samotny kot będzie czuł się dobrze żyjąc tylko u boku swojego opiekuna.
Takie myślenie zawsze będzie spotkało się z moją krytyką.
Proszę pamiętać, że kot nie włączy sobie TV, nie skorzysta z Internetu, by zabić potworną nudę, gdy opiekun jest w pracy lub zajęty jest w domu...
Nie zamawia też - podczas nieobecności ludzi - animatora zabaw, czy terapeuty zajęciowego, by choć trochę wykorzystać te nagromadzone przez „nicnierobienie” pokłady energii.
Kot nie przeczyta książki, nie będzie malował… nie pomajsterkuje, nie zadzwoni do przyjaciela, korzystając z darmowych minut…

Ludzie często piszą do mnie, że przesadzam z wymaganiami twierdząc właśnie, że kot ich znajomych nie lubi się bawić, a całe wieczory poświęca na wylegiwaniu się na kolanach opiekuna.
Cóż… dzieje się tak tylko przez egoizm ludzki, który nie pozwolił kotu na doświadczanie tych wszystkich zabaw, gonitw, wspólnych odpoczynków, wariacji - tworząc z kota coś na kształt kota - Zombie.
Kot nie przekaże słowami, że tęskni za czworonożnym przyjacielem, którego będzie mógł myć swoim szorstkim językiem, do którego będzie się tulił, który da mu szczęście samą swoją obecnością… z którym będzie psocił i szykował spiski, by dać radość opiekunowi z możliwości obserwacji szczęścia tych dwojga… 

Kot nie potrafi powiedzieć jak bardzo cierpi, gdy wychodzisz do pracy i zostawiasz go samemu sobie… Tego wszystkiego trzeba się domyślać patrząc na zwierzę. Ale oprócz oczu, należy otworzyć swoje prawdziwe serce, usypiając choć na chwilę egoizm zwykłej chęci posiadania zwierzęcia, które będzie piastowało stanowisko ”żywej domowej maskotki.”

Osoba, która jest zdania, że kot nie potrzebuje kompana do zabaw, według mnie nie jest kandydatem, by sprawować jakąkolwiek opiekę nad zwierzęciem.
Być może nawet wielu moich znajomych uzna mój osąd jako zbyt surowy. Trudno. Mogę jedynie dodać, że jest to i tak łagodna forma wypowiedzi...

Wielu ludziom niestety brakuje empatii… Proszę pamiętać, że nie jest to cecha, z którą człowiek może się tylko urodzić. Tę cechę można naprawdę wypracować.
Czy wiecie, że kot mówi również spojrzeniem…? ;)

 

2. “Jak rasa ta zachowuje się w stosunku do innych zwierząt np. świnki morskiej ? (…)”

Myślę, że jeśli będzie to wypchana świnka morska, to te dwa gatunki na pewno będą żyły ze sobą w zgodzie : )

Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie jaki będzie stosunek Peterbalda do świnki morskiej, bo poza kotami nie mam innych zwierząt.
Proszę jednak wziąć pod uwagę, że koty są drapieżnikami, a w ich naturze jest polowanie. Świnka morska natomiast jest gryzoniem –
i jak sądzę byłaby dość ciekawym „elementem” zabawy dla kota.
Ale widziałam sytuację, kiedy wąż zaprzyjaźnił się z rzuconą mu na obiad myszką, więc kto wie jak rozwinęłaby się znajomość ze świnką? : )

 

3. "Mówi się, że Peterbaldy są niezwykle inteligentne. Jakie więc byłyby rezultaty z tresury kota tej rasy? "

To zależy jakie się ma wobec tego łysego stworzenia oczekiwania.
Jeśli ktoś liczy, że kot będzie przynosił mu w pysku gazetę i kapcie, czyli oczekuje od Peterbalda  tego, czego można wyuczyć psa - musi się liczyć z porażką.
Peterbaldy są niezwykle bystre, cwane, potrafią cudownie manipulować człowiekiem i właśnie między innymi przez tę inteligentną przebiegłość,  są w stanie „wytresować” sobie człowieka, w efekcie czego, to opiekun zaczyna usługiwać  Peterbaldowi. : )

Osobiście tresurę zwierząt uznaję za rzecz zbędną chyba, że połączona jest z zabawą, która daje kotu mnóstwo przyjemności.
Każda zabawa rozwija i szkoli, dlatego jeśli opiekun będzie potrafił wykazać się jako dobry animator zabaw, to gwarantuję, że kot będzie nieustannie podejmował próby powtarzania czynności wykorzystywanych podczas wspólnie spędzonego czasu.
Oczywiście, trzeba wziąć pod uwagę, że to co nam wydaje się ciekawie organizowaną zabawą dla kota, nie musi wcale być interesująca dla zwierzaczka.

Peterbald bardzo łatwo i szybko przyswaja wiedzę. Rozumie on polecenia: „Stój. Chodź. Nie. Zostaw.”  Koty te reagują również na swoje imię, przychodzą przywołane wzrokiem lub gestem dłoni.

Jego niezwykłość polega nie na tym, że aportując przyniesie piłeczkę w pyszczku pod same stopy opiekuna.
Wyjątkowości nadaje mu sposób w jaki to robi. W jego głębokim spojrzeniu będziesz w stanie zobaczyć, że tak naprawdę to nie Ty bawisz się z Peterbaldem, a Peterbald bawi się z Tobą…
 

4. "Chciałam się dowiedzieć czy rzeczywiście peterbald jest rasą, którą mogą mieć alergicy. Kocham koty ale niestety jestem na nie uczulona (…)"


Alergen znajduje się w ślinie kota, w jego  naskórku i pocie, tak  więc prawdopodobieństwo wystąpienia objawów alergicznych na pewno istnieje, choć pewnie mniejsze.

Kot długowłosy myjąc się zostawia swoją ślinę na futrze, które z kolei przez linienie kota unosi się w powietrzu, znacznie ułatwiając przedostanie się czynnika alergizującego do dróg oddechowych człowieka. Efekt u alergików jest więc oczywisty i bardzo nieprzyjemny.

Przy bezwłosej rasie Petebaldów, co prawda alergen już nie „fruwa” w mieszkaniu, ale nie znaczy to, że Peterbald jest idealnym zwierzęciem dla alergicznej osoby.
Każdy kot jest czyścioszkiem, którego zabiegów higienicznych w ciągu dnia nie zdołamy zliczyć na palcach dwóch rąk.
Łysy kot pocąc się - myje się jeszcze dokładniej, śliniąc przy tym każdy, łatwo dostępny, centymetr swojego ciała, a  brak sierści u Peterbalda, jego satynowa lub - w zależności od rodzaju - gumowa skóra, powoduje nieustanną potrzebę przytulania, całowania, głaskania tego stworzenia. Człowiek czuje się niejako podświadomie zmuszany, by te czynności wykonywać.
Jest to rytuał, jakiemu poddaje się każdy opiekun kota bezwłosego. Każdego dnia. : )

Osobiście - nie będę polecała bezwłosego Peterbalda, jako kota niealergizującego.
 

5. "Czy Peterbaldy potrzebują wyższej temperatury w domu niż kot innej rasy?"


Brak sierści u Peterbalda odsłania niezwykle ciepłą  i miłą w dotyku skórę. Temperatura  jego ciała to około 39 stopni. Organizm kota zupełnie bezwłosego, taką wysoką temperaturą stara się ogrzać ciało by, uchronić je przed wychłodzeniem.

Gdy ktoś mnie pyta, czy dla Peterbalda odpowiednia będzie w domu temperatura 18-20 stopni - zawsze proszę, by osoba pytająca, cały dzień przechodziła po domu w bieliźnie - wówczas odpowiedź sama jej się nasunie  :)

Oczywiście, częsty brak współodczuwania wyzwoli w człowieku te najgorsze dla niego instynkty, i wtedy zazwyczaj argumentami stają się słowa:
„ Przecież to tylko kot - dostosuje się.”
A mnie, aż dziw bierze dlaczego człowiek nie może dostosować się do tego, był bardziej ludzki...

Decydując się na rasę Peterbald - decydujesz się również na to, by okres zimowy w domu zamienił się w lato. Temperatura w jakiej Peterbaldy czują się komfortowo, to 23-25 stopni. Owszem, można wybrać łatwiejszą drogę pozostawiając niższą temperaturę w domu i np. ubierać koty w sweterki, sukienki i golfiki, by choć trochę stworzyć im komfort ciepła. Ale czy przebieranie czworonożnych istot, przebywających w domu, jest tak naprawdę dla nich komfortem? Powątpiewam…

Gdy człowiek jest w stanie podzielić się z Peterbaldem kawałkiem łóżka sypialnianego - wówczas, biorąc pod uwagę temperaturę ciała tego kota, może on posłużyć jako termofor dla zmarzluchów. A mając już dwa takie energetyczne koty, łóżko na pewno zamieni się w mruczący stereo grzejnik... :)
 

6. "Czy Peterbaldy narażone są na więcej chorób niż inne koty?"


Sądzę, że nie. Jedyny problem zdrowotny z jakim borykały się moje (teraz już 2,5 letnie) Peterbaldy odkąd zamieszkały ze mną,
to zapalenie krtani i zapalenie pęcherza.
Oczywiście należy pamiętać, że są to koty bezwłose i trzeba zadbać o komfortową dla ich samopoczucia temperaturę oraz postarać się
o odpowiednio zbilansowaną, mądrze przemyślaną dietę.
Jeśli zachowa się te warunki, Peterbald powinien cieszyć się doskonałym zdrowiem.

Wirusowy problem zapalenia krtani u moich kotów, został pokonany podając im jedynie preparatu Scanomune, który jest środkiem pobudzającym system immunologiczny. Natomiast zapalenie pęcherza, jako skutek przesiadywania kocurka w swoim ulubionym punkcie widokowym - czyli w miejscu, na zimnym betonie, pokonany został szybko terapią antybiotykową, ale również w połączeniu z w/w preparatem podnoszącym odporność.
Nie muszę chyba dodawać, że "punkt widokowy" kocurka został zabezpieczony, czyli osłonięty przyjaznym dla jego pupci tworzywem :)

Innych chorób moje Peterbaldy nie doświadczyły, i oby tak pozostało.
 

7. „Chciałem założyć z żoną hodowlę tych kotów. Jesteśmy miłośnikami Peterbaldów ze względu na urodę i charakter tej rasy. Ale słyszeliśmy, że bardzo trudno odchować młode kocięta, bo pojawiają się problemy. (…)”

Również słyszałam wiele opinii na ten temat, jednak zawsze staram się nie podpinać pod wysnute przez innych, wnioski czy teorie.
Stawiam na własną analizę korzystając z możliwości dedukcji na podstawie doświadczeń i ogólnie dostępnych materiałów.
A dlaczego? Chociażby dlatego, żeby obalić mity na temat Peterbaldów jak ten, że Peterbaldy to kanibale. :))

Mówi się, że  Peterbaldom często towarzyszy zaburzenie laktacji.
Dla moich „dziewczynek” ten problem był obcy -  z czego nie ukrywam, niezmiernie się cieszę. A czy Peterbaldy doświadczają tego częściej niż inne koty? Nie sądzę, bo np. doświadczyła tego przed laty, tylko moja koteczka perska - a ta rasa, jak wiadomo bezwłosa nie jest. Jak widać, nie jest regułą, jaką rasę dotknie zaburzenie laktacji.

Często zastanawiałam się dlaczego przypisuje się te różne „dolegliwości”, wszystkim Peterbaldom…
Peterbaldy to rasa młoda, rozwijająca się – w związku z czym, oczywiste jest, że kotów reprezentujących tę rasę jest mniej niż pozostałych. Dlatego, gdy hodowca innej niż Peterbald rasy, doświadczony zostaje  tragedią w postaci choroby lub śmierci małego kota, może usłyszeć: „ Zdarza się… ”
Jeśli natomiast  wydarzy się coś nieoczekiwanego i przykrego w hodowli Peterbaldów lub innych kotów bezwłosych, zwrot: „Zdarza się...”, ustępuje słowom: „ bo to łyse...  bo to eksperyment Rosjan… bo rasa młoda… bo słabe…”

Podczas porodu, w pierwszych dniach życia, czy też pierwszych miesiącach, istnieje możliwość doświadczenia najbardziej przykrych rzeczy, z jakimi hodowca może się spotkać. Ale dotyczy to każdej rasy, nie tylko Peterbaldów.
Wystarczy zajrzeć na fora internetowe odwiedzane przez hodowców pozostałych ras, by przekonać się, z jakimi poważnymi problemami borykają się miłośnicy zarówno długo-  jak i krótkowłosych kotów.

Prawda jest taka, że Peterbalów jest mało w związku z czym, każde przykre  wydarzenie rozpatrywane jest w ramach tragedii całej rasy.

Nie ukrywam jednak - potrzeba naprawdę wiele wysiłku, by kocięta rozwijały się zdrowo i chowały się bez problemu.
Przy odchowywaniu bezwłosych Peterbaldów, Twoje 24 godziny, muszą być czasem całkowicie poświęconym nowonarodzonym maluszkom…
Nie można sobie pozwolić na wyjście do pracy, pozostawiając kotkę z nowonarodzonymi maluchami uznając, że jej instynkt macierzyński poradzi sobie z odchowaniem maluszków.
Proszę pamiętać, że kotka, nawet ta najbardziej troskliwa, nie zważy kociątka i nie dostrzeże, że je ono mniej niż pozostałe. Nie będzie starała się, nasadzać na „cycka” pilnując, by maleństwo jadło więcej…

Moja rada:
Karm Peterbalda najwyższej klasy karmą, suplementuj mieszankami witaminowo-minerałowymi, zagwarantuj mu cudowne "warunki termiczne", posilaj go codziennie słuszną dawką miłości jaką możesz dać dziecku, troszcz się i pielęgnuj go jak największy swój skarb.
Czy da to jakieś owoce? Owszem, bardzo Cię to zaskoczy...

 

8. "Czy skóra łysych Peterbaldów jest skłonna do większych podrażnień niż skóra kotów innych ras ?(…)"

Skóra dorosłych Peterbaldów wcale nie jest delikatniejsza. Na pewno jest innej „konsystencji” - jest bardziej zbita, zwarta, gęsta, przez co często weterynarzom nie jest tak łatwo przebić się przez nią igłą. W przypadku kotów pokrytych włosem, których futro staje się ochroną delikatnej skóry, wbicie igły nie stanowi problemu chyba, że ma się do czynienie z mocno niezadowolonym kotem :)
Nie mające ochrony w postaci włosa, łyse Peterbaldy musiały wykształcić więc inny rodzaj ochrony, w tym wypadku grubą, gęstą skórę.

Peterbaldy, które rodzą się zupełnie nagie, mają skórę prawie przeźroczystą, z trudnym do określenia kolorem, delikatną i cienką jak pergamin.
W miarę upływu czasu i dorastania ich skóra robi się jednak grubsza, z mocniej zaznaczonym kolorem.
Gdy natomiast rodzi się Peterbald pokryty delikatnym włosem, możemy spodziewać się u niego skóry grubszej, z wyraźniejszym kolorem. Kolor ten jednak w pełni odkrywamy dopiero wówczas, gdy Peterbaldziątko zgubi swoją sierść.

Lato, jako jedna z najbardziej ulubionych pór roku dla łysoli, potrafi być okrutne dla ich skóry. Koty bezwłose czerpią ogromną radość z kąpieli słonecznych i często bywa, że potrafią zupełnie się w nich zatracić. Należy więc „dozować” słońce Peterbaldom, by uniknąć na ich ciele poparzeń słonecznych.

Bezwłose koty, o jasnym pigmencie skóry są bardziej podatne na poparzenia objawiające się ranami, niż koty z pigmentem ciemnym. By uniknąć powstawania bolących ran wynikających z poparzenia słonecznego, należy przed wyjściem na słońce, smarować skórę Peterbalda kremem ochronnym o najwyższym faktorze.

Jako ciekawostkę dodam, że podwyższona temperatura ciała Peterbalda i jego szybszy metabolizm powoduje przyspieszony proces gojenia wszelkich powstałych ran i zadrapań.

 

9. "Czy u peterbaldów ujawniają się jakieś wady geneteczne? W końcu to młoda, jeszcze nieustabilizowana genetycznie rasa."

- poniższy artykuł pochodzi ze strony www.pawpeds.com-

Wady genetyczne pojawiają się u wszystkich żywych stworzeń. Niektóre z nich są niegroźne, inne zaś zagrażają życiu. Trzeba jednak odróżnić wady genetyczne i dziedziczne, od wad wrodzonych - rozwojowych.

Wady genetyczne przekazywane są potomstwu przez rodziców, wady wrodzone natomiast mogą być genetyczne, ale mogą być również spowodowane czynnikami zewnętrznymi. Jeśli matka choruje podczas ciąży, albo narażona jest na działanie substancji toksycznych, to może mieć to wpływ na wzrost i rozwój embrionu.

Jeśli niektóre kocięta z miotu wykazują wady, możecie zorientować się czy macie do czynienia z chorobą wrodzoną, czy dziedziczną.
Jeśli kotki mają tą samą wadę (np. załomki ogonów), chodzi najprawdopodobniej o chorobę dziedziczną, jeśli natomiast w jednym miocie kilka kociąt dotkniętych jest różnymi chorobami (np. jeden kotek ma załomek ogona, drugi rozszczepienie podniebienia, a trzeci rozszczep kręgosłupa (łac. spina bifida), bardzo prawdopodobne jest, że jest to wynik działania jakiś czynników zewnętrznych.
Płody nie są w tym samym stadium rozwoju, dlatego szkodliwe substancje, jakich dzianiu poddana jest kotka, przenikają do różnych miejsc płodów. W rezultacie anomalia objawiają się różnie u poszczególnych kociąt.

Cechy dziedziczne dzielą się na dominujące i recesywne. Oznacza to, że jeśli dana cecha składa się z jednego genu dominującego i jednego genu recesywnego, to tylko gen dominujący będzie widoczny. Gen recesywny jest natomiast ukrytym nośnikiem informacji genetycznej.

Istnieją anomalia, które są ściśle powiązane z płcią, oraz takie które nie są od niej w żadnym stopniu zależne. Te, nie sprzężone z płcią nazywają się "autosomalnymi", w stosunku do tych pierwszych mówi się o dziedziczności sprzężonej z chromosomem X. Kiedy wada jest recesywna i związana z płcią, jest większe prawdopodobieństwo że dotknięty nią będzie kocur, niż kotka, bowiem, aby wada ujawniła się u kotki, gen recesywny musi być przeniesiony na obu chromosomach XX, podczas gdy u kocura, do ujawnienia się wady, wystarczy jeden gen recesywny na ich jedynym chromosomie X.

Niektóre choroby dziedziczne występują tylko u jednej rasy, inne obecne są u wielu ras, a nawet u wielu gatunków zwierząt. Jednak przekonanie, że niektóre rasy mają predyspozycje do zapadania na pewne choroby genetyczne, nie zawsze jest prawdziwe. Rzeczywiście, możliwe jest, że jakaś choroba ujawnia się tylko u jednej, lub dwóch ras. Dzieje się tak jednak dlatego, że hodowcy rasy A, w przeciwieństwie do hodowców rasy B, robią testy przeciwko konkretnym chorobom genetycznym. Automatycznie więc znacznie więcej odkrywa się przypadków danej choroby u przedstawicieli rasy A, niż u kotów rasy B, co nie oznacza przecież, że ta choroba nie występuje u rasy B, lub, że koty rasy B są kotami zdrowszymi, od przedstawicieli rasy A. W ten sposób hodowcy rasy B nigdy nie mogą być pewni, czy u hodowanej przez nich rasy ta wada genetyczna występuje, czy nie, skoro nie wykonują w tym kierunku żadnych badań.

 

10. „Kot na kolanka” – czy jest to informacja, że to małe kociątko sprzedane będzie jako kastrat?!"

Nie sprzedaję i nie będę sprzedawała wykastrowanych, małych kociąt.
Nowych opiekunów dobieram z wielką starannością i z równie wielkim rozmysłem. Jest to dla mnie gwarancja, że nowy opiekun nie dopuści się rozmnażania kociąt, które wychodzą z mojego domu.

Wielokrotnie odmawiałam sprzedaży kociątka osobom, których nie byłam pewna. Decyzja o sprzedaży kota jest zawsze głęboko przeze mnie przemyślana. Uruchamiając intuicję, można wyczuć osobę, która chce ze zwierząt zrobić "przemysł".
Proszę pamiętać, że peterbaldy nie są kotami łatwymi w hodowli. Można przekonać się o tym przeglądając ogłoszenia dotyczące sprzedaży kilkuletnich peterbaldów. Nie chcę, aby w przyszłości któreś z moich dorosłych już kociąt, nie pasujące komuś do programu hodowlanego, bo np. nie przyniesie zamierzonych zysków - dotknęła podobna trauma, jaką jest zmiana domu, opiekuna, przyzwyczajeń.

Osobiście uważam wczesną kastrację za rzecz niegodziwą.
Rozumiem, że łatwiej podjąć decyzję o kastracji niż wnikliwie przeanalizować i "przestudiować" osobę zainteresowaną zakupem kociątka. To pójście na łatwiznę, a  popychają do tego barbarzyńskiego czynu, zwyczajny brak empatii, niewiedza, nieświadomość.

Poniżej zamieszczam artykuł Dr. Kawskiego (mojego autorytetu wśród lekarzy weterynarii) na temat kastracji młodych zwierząt.
Artykuł opublikowany jest za zgodą autora, pochodzi ze strony www.weterynarz-radzi.pl
Dr.Szczepan Kawski jest prawdziwym miłośnikiem zwierząt i lekarzem z powołania. Może być wzorem do naśladowania, bo oprócz zdobytej wiedzy książkowej, wykorzystuje wiedzę zapisaną w swoim sercu. A to zestawienie to prawdziwe kompendium wiedzy...

" (...) wczesna kastracja jest szkodliwa dla kociąt i szczeniąt, gdyż pozbawia się niedojrzałe organizmy gruczołów płciowych, które spełniają kluczową rolę w procesie rozwoju fizycznego i dojrzewania. Po takiej kastracji "produkuje się" zwierzęta infantylne w swoim rozwoju fizycznym i psychicznym. Dla mnie, poddawanie kastracji niedojrzałych zwierząt, jest czynem barbarzyńskim, niemoralnym i nieludzkim (niehumanitarnym).

Jest to bardzo zła i okrutna moda!

Lekarze weterynarii podejmujący się takich zabiegów, podobnie jak ci, którzy wykonują zabiegi kopiowania (cięcia) uszu i kurtyzowania (skracania, obcinania) ogonów, zasługują na potępienie i karę.

Decydując o czymkolwiek wobec zwierząt, należy zawsze pamiętać, że zwierzę nie jest rzeczą, lecz istotą żywą, czującą i zasługującą na nasz szacunek i należną opiekę, bo jest od nas zależne i z tego tytułu nie przysługuje nam prawo do wyrządzania mu krzywdy, nawet pod pretekstem walki z rozmnażaczami!

Zawsze najważniejsze jest dla mnie dobro i zdrowie kotów czy psów, a nie obawy hodowców, którzy dysponują przecież wystarczającym instrumentarium prawnym do tego, by zapewnić sprzedawanym kotom odpowiednie warunki bytowe i traktowanie zgodne z przepisami Ustawy o ochronie zwierząt i z warunkami porozumienia z nabywcą. Umowa cywilnoprawna (jaka jest umowa kupna-sprzedaży) może zawierać klauzule warunkowe i zastrzeżenia pozwalające na niezwłoczne odebranie zwierzęcia, bez żadnych odszkodowań, jeśli nie zostanie poddane kastracji zgodnie z umową lub jeśli nie zostaną wypełnione inne warunki umowy.

Zatem, naprawdę nie ma żadnych powodów do tego, by czymkolwiek tłumaczyć wczesną kastrację (jest ona niedopuszczalna z punktu widzenia zdrowia fizycznego i psychicznego zwierzęcia) chęcią zapobieżenia niekontrolowanemu rozmnażaniu zwierząt przez osoby nieodpowiedzialne lub z chęci osiągnięcia zysku.

Związki fenologiczne powinny, wzorem związków kynologicznych, stworzyć takie zasady hodowlane, by prawo do prokreacji (do krycia) miały tylko koty spełniające określone warunki, w tym posiadanie rodowodu i licencji hodowlanej (kotka hodowlana lub kocur reproduktor). Tylko potomstwo ze związkowych skierowań do krycia (między konkretną kotką i wskazanym kocurem), powinny otrzymywać rodowody, co nie powinno automatycznie oznaczać prawa do dalszego rozmnażania. Zatem, powinny stworzyć odpowiednie bariery i zabezpieczenia w systemie procedur hodowlanych przed ludźmi chciwymi i nieuczciwymi, wykorzystującymi zwierzęta do wzbogacenia się za wszelką cenę ich kosztem.

Związki fenologiczne powinny we własnym interesie nakłonić i, jeśli to będzie konieczne, również przymusić swoich członków do prowadzenia uczciwych hodowli (bez krycia „na lewo”).

W obecnej sytuacji rozmnażaniem zajmują się nie tylko ludzie spoza związków fenologicznych ale również wielu członków tych organizacji.

Niestety, analogicznie dzieje się też w związkach kynologicznych (wielu ich członków prowadzi nieuczciwe hodowle (rozmnażalnie psów) pod płaszczykiem legalnych.

To, czy na rynku pojawiają się zwierzęta z kryć "lewych", zależy od woli i aktywności związków zrzeszających hodowców. Jeśliby tym organizacjom i ich zarządom naprawdę zależało na tym, by proceder z rozmnażaniem ukrócić, to na pewno już dawno by to zrobiły. Jednakże, jak widać, nikomu na tym nie zależy, bo wiadomo, że chodzi tu o dużą kasę z „lewych” kryć.

Dopóki nie ma zasad i uczciwości w hodowli, to dotąd psy i koty będą rozmnażane zamiast hodowane - będzie się liczyć "ilość" potomstwa, a nie jego "jakość".

Jeśli zostanie „uszczelniona” hodowla w ramach samych związków to wówczas nie będzie trudno zapanować nad rozmnażaniem zwierząt poza hodowlami i zlikwidować ten proceder.

Należy podkreślić też, że żaden ze związków nie wszczął do tej pory społecznej kampanii edukacyjnej, by wytłumaczyć ludziom jak nieodpowiedzialne, niebezpieczne, niemoralne i szkodliwe z ich strony jest kupowanie psów i kotów od handlarzy zamiast z legalnych hodowli.

Dopóki są drogie szczenięta i kocięta z legalnych hodowli i równocześnie jest duży popyt na zwierzęta rasowe ale brak na rynku nabywców, których stać na wygórowane ceny, a jednocześnie będą wśród nich ludzie, którym będzie wszystko jedno, czy kupią zwierzę z rodowodem czy nie, byle tylko je kupić, to dotąd będą się opłacały przekręty wśród samych „hodowców” i prowadzenie „rozmnażalni” zwierząt przez handlarzy.

Na to, czy ww. proceder dobrze funkcjonuje, ma wpływ również to, że zwierzętami można legalnie lub nielegalnie (nikt tego nie ściga) handlować prawie wszędzie, w tym również na targowiskach. Taki sposób sprzedaży powinien być zabroniony. Powinny być też zaostrzone przepisy hodowlane, aby umożliwiały łatwy odbiór zwierząt, sprzedanych nieuczciwym nabywcom.

O wprowadzenie takich przepisów powinny się postarać wszystkie stowarzyszenia hodowców. Nie sadzę, by związki kynologiczne i fenologiczne, gdyby chciały, to miałyby słabszy lobbing w Parlamencie, niż ma obecnie lobby łowieckie.

Zatem, czas zmienić to co konieczne dla dobra zwierząt i hodowców oraz z korzyścią dla zwierząt w hodowlach i w schroniskach."

I drugi artykuł, który jest odpowiedzią na pytanie jednej z hodowczyń kotów:

"
Z uwagi na dobro zwierząt (tu kotów), kastracji można dokonywać najwcześniej po pierwszej rui u kotek i po ukończeniu 8 miesięcy u kocurków. Jednakże, taki termin jest możliwy tylko wtedy, gdy istnieją poważne wskazania lekarskie lub behawioralne do wykonania zabiegu w tym wieku.

Optymalnym wiekiem do dokonania kastracji (kotek i kocurów), pod względem zdrowotnym i fizycznym (rozwojowym) oraz behawioralnym, jest ukończenie przez młode koty co najmniej pełnych 12 miesięcy.

Chodzi tu nie tylko o dojrzałość płciową, ale również fizyczną i emocjonalną oraz psychiczną. Przejście okresu dojrzewania nie czyni od razu z kotki czy kocura kota w pełni dojrzałego i rozwiniętego biologicznie (osobniczo). Do tego potrzeba czasu. Kotka jest w pełni gotowa do macierzyństwa dopiero w wieku 2 lat - 2,5 roku. Podobnie jest z kocurem. Zasadniczo więc, koty powinny być kastrowane dopiero w tym wieku. Zwykle jednak jest to niemożliwe, z uwagi na ich zachowania związane z prokreacją (znaczenie terenu, zaburzenia hormonalne u kotek itp.)

Zwierzę nie może być traktowane jak rzecz. Zwierzę jest tak samo istotą żywą jak my ludzie i podlega tym samym prawom biologicznego rozwoju co my.

Nie sądzę, by ci nabywcy zaakceptowali zabieg kastracji u jakiegokolwiek dziecka w wieku 4-5 lat, ani nawet w wieku dojrzewania. Każdy wie, do jakich deformacji fizycznych, biologicznych i psychicznych doprowadza kastracja - im wcześniejsza tym większych (niedorozwój fizyczny, psychiczny, emocjonalny, zaburzenia wzrostu, brak mutacji u chłopców itp.).

Zatem tzw. wczesne kastracje (kilka-kilkanaście tygodni czy nawet kilka miesięcy życia) to istne barbarzyństwo niegodne człowieka, a tym bardziej lekarza weterynarii.

Jeśli ci ludzie (nabywcy) nie odstąpią od swoich żądań, to znaczyć będzie, że nie są godni tych kotów, że nie zasługują na to by się nimi opiekować, bo ich stosunek do zwierząt jest nieludzki, przedmiotowy, barbarzyński. Oni w takim przypadku nie powinni opiekować się żadnymi zwierzętami, bo je skrzywdzą w taki czy inny sposób, gdyż dla nich zwierzęta niczym się nie różnią od mebli czy bibelotów na półkach. Tacy ludzie często potem pozbywają się niechcianych już zwierząt w bardzo "różny" sposób.

W USA jeszcze w szerszym stopniu znęca się nad zwierzętami, bo tam na porządku dziennym jest wykonywanie zabiegów usuwania kotom pazurów, by nie drapały drogich mebli, czy strun głosowych psom, by szczekaniem nie zakłócały spokoju.

Za Wikipedią:

"Kastrat (łac. castratus) – mężczyzna z chirurgicznie usuniętymi narządami płciowymi. Praktyka stosowana między XVI a XVIII wiekiem. Mówi się o kastratach z małą pieczęcią, gdy usunięto tylko jądra oraz o kastratach z wielką pieczęcią, gdy usunięto cały organ wraz z członkiem (inne nazwy: trzebieniec, eunuch, rzezaniec).

Kastraci z "wielką pieczęcią" służyli w haremach.

Kastraci z "małą pieczęcią", wykastrowani przed okresem dojrzewania, charakteryzowali się pięknymi głosami, sopranami lub altami, typowymi dla kobiet, lecz o wiele potężniejszym brzmieniu i dramatycznej barwie. W okresie największego rozkwitu opery kastraci byli obsadzani w rolach, gdzie były potrzebne tzw. "głosy anielskie". Szczególne zapotrzebowanie na kastratów w operze wiąże się z zakazem papieskim, obowiązującym w latach 1588-1793, który zabraniał kobietom publicznych występów. Chociaż papież Sykstus V surowo zabronił kastracji młodych chłopców w konstytucji Cum frequenter z 1587[1].

Wielu kompozytorów, np. Georg Friedrich Haendel, pisało role specjalnie dla konkretnych kastratów. Niektórzy z nich zdobyli wielką sławę, odpowiadającą dzisiejszym gwiazdom estrady. W połowie XVIII wieku w Europie opinia publiczna uznała kastrację za barbarzyństwo i praktyka kastrowania młodzieńców została oficjalnie potępiona. Stała się ukrywanym procederem. W połowie XIX wieku ostatecznie została uznana za bezprawną i karalną. Do czasu zakazu papieskiego w 1903, kastraci śpiewali w chórach kościelnych, między innymi w słynnym chórze Kaplicy Sykstyńskiej, w Watykanie. Ostatni znany kastrat - Alessandro Moreschi, znany jako Rzymski Anioł, zmarł w 1922 roku. Zachowały się mechaniczne nagrania jego głosu dokonane w latach 1902 i 1904.

Dziś partie kastratów śpiewane są przez soprany dramatyczne, kontratenory lub alty."

http://pl.wikipedia.org/wiki/Kastrat
http://portalwiedzy.onet.pl/48221,,,,kastrat,haslo.html

http://pl.wikipedia.org/wiki/Skopcy

http://portalwiedzy.onet.pl/84715,,,,dojrzewanie_plciowe_chlopcow,haslo....

http://www.nastolatek.pl/art.php?id=2303

oraz
http://euroanimal.pl/Cykl_p%C5%82ciowy,_ci%C4%85%C5%BCa_i_rozw%C3%B3j_ko...

http://lecznica-as.lodz.pl/art3.html
(tu podają zbyt szeroki zakres wiekowy dotyczący kastracji - reszta informacji jest stosowna - kastracje wykonywać należy po ukończeniu 12 miesięcy o ile nie ma wyraźnych wskazań medycznych lub behawioralnych)"

" Jeśli nie ma ważnych powodów, by poddać kastracji (ovariohisterectomii) kotkę poniżej 7 miesięcy, to należy odczekać do ukończenia przez nią 12 miesięcy.

Zgadzam się z tym, że im mniejsza i młodsza kotka (poniżej 12 miesięcy życia), tym więcej możliwych powikłań związanych z infantylizmem somatycznym, w tym płciowym (niedorozwojem narządów wewnętrznych, w tym płciowych).

Hormony są kotce niezbędne do dokończenia procesu wzrostu i rozwoju fizycznego oraz biologicznego."


 

 

11. "Chcialam zapytac bo bardzo podziwiam Twoje koty czy Ty stosujesz cos na ich skore ze one sa takie piekne i blyszczace."

Myślę, że podstawą jest przede wszystkim dobra karma i suplementacja posiłków preparatami na skórę zawierającymi biotynę i cynk,
dzięki którym gruczoły łojowe pracują jak powinny. Preparaty, które podaję swoim kotom naprzemiennie to Kerabol i Efa Olie.
Pilnuję tego szczególnie latem, kiedy koty całymi dniami wystawiają się na słońce, przez co ich skóra jest bardziej narażona na przesuszenie i podrażnienia.
Oczywiscie kiedy leje się żar z nieba, skracam kociakom spacerki i czas leniuchowania na kocyku :)

Innym czynnikiem jest właśnie słońce, tak bardzo uwielbiane przez łyse koty.
Proszę mi wierzyć - nie ma nic gorszego dla łysolków niż brak możliwości korzystania z kąpieli słonecznych. Światło żarówki nigdy nie zastąpi słońca i jego zbawiennego wpływu na skórę.
Peterbald to nie Michael Jackson i nie potrzebuje ukrywać się przed słońcem pod centymetrową maską z kremu z filtrem, która i tak po pewnym czasie zostałaby zlizana przez koty. Staram się nie serwować moim kotkom takich "chemicznych deserów", a jedynie skracać czas przebywania w południowym słońcu, bo i w tym trzeba mieć umiar.

Zauważyłam, że skóra gumowych peterbaldów doskonale radzi sobie sama chroniąc się przed słońcem natłuszczając się delikatnie.
Dlatego też błyszczy się jak posmarowana kremem. Natłuszczona skóra stanowi barierę ochronną. Myślę, że skuteczną.

Nigdy nie smaruję skóry kotów oliwką. Wysmarowany nią Peterbald o gumowej skórze, zamienia się szybko w tablicę informacyjną, na której z chwili na chwilę gromadzi się coraz więcej newsów w postaci napotkanych paprochów, kurzu.

Wybrałam więc pielęgnację i regenerację skóry od wewnątrz - odpowiednia karma i suplementacja diety...


 

 

Komentarze 

 
#1 mcpherson 2012-03-09 09:47
Chcialam zapytac bo bardzo podziwiam Twoje koty czy Ty stosujesz cos na ich skore ze one sa takie piekne i blyszczace. pozdrawiam
 
Wszelkie prawa zastrzeżone © 2012 - www.peterbald.net.pl Wykonanie strony: ŁukaszMERKABADesign: Marta